17 lutego 2011

Bo "czasy się zmieniły"

Z całego serca dziękuję Romskeyowi za przedruk tekstu blogera Barteq24 "Przegrane pokolenie". Tekst to bowiem dobitnie mówiący o beznadziei, jaka otacza wielką część pokolenia dzisiejszych trzydziestolaktów. Przegrane pokolenie to nieprzeciętny obraz efektu ubocznego zmiany systemowej w Polsce. To niemal gotowy reportaż, który budzi wiele emocji u Czytelnika. Koniec końców to również tekst, który - całe szczęście - prowokuje do dyskusji.

Jednak w tej - poświęconej obecnym trzydziestolatkom - udziału nie wezmę, bo stałbym się hipokrytą. Jako przedstawiciel pokolenia o niecałą dekadę młodszego nie chcę zabierać głosu ludziom bardziej doświadczonym. Nasze sytuacje, a co za tym idzie - punkty widzenia, mogą być skrajnie różne.

W odróżnieniu od Bartqa24, moje dzieciństwo przypadało na lata nauki korzystania z wielowymiarowej demokracji. Mówię o czasach, które umożliwiły mi poznanie PRL-u jedynie z opowieści rodziców i dziadków. Lata dojrzewania zaś pozwoliły mi uniknąć jednotorowego myślenia, którego efektami były, i są niestety u niektórych nadal, masowo przyszywane metki.

To lata ekspansji ambicji i nowych możliwości; mody na wykształcenie i korporacyjną karierę. Z drugiej strony - efektem ubocznym trendów stało się zubożenie znaczenia ich wymogów. Dyplom wyższej uczelni nie daje tak wiele, jak wpajali rodzice, zaś praca wielu moich rówieśników w korporacjach bardziej przypomina czasy apartheidu, niż sielanki z niejednego filmu. Pokolenie dwudziestolatków jest szantażowane przez rynek pracy, który wbrew pozorom nie toleruje inwestycji w samego siebie. Świeżo upieczonym absolwentom podsuwane są pod nos substytuty umów o pracę, pozbawiające szans na spełnienie marzeń i realizacji postawionych sobie kiedyś celów. Nam nawet nie dane posmakować związania się dośmiertnym kredytem, który wspomina Barteq24.

Wielu dzisiejszych dwudziestolatków, niczym w piosence, na życie patrzy bez emocji, na przekór czasom i ludziom wbrew.

Czasy się zmieniły - tak brzmi znienawidzony przeze mnie argument kończący każdą niemal dyskusję. Argument, który przez wiele lat uważałem za pusty, wyświechtany slogan. Dziś uważam inaczej. Macie rację - czasy są inne. Jednak ta inność nie wygląda do końca tak, jak byśmy tego pragnęli.

Drogi Bartqu24. Przyznaję Ci całą słuszność w popełnionym tekście. Problem polega na tym, że przegranych pokoleń jest więcej. Jeśli wyjdziesz na ulicę, by udowodnić wartość trzydziestolatków - za Twoim przyzwoleniem pójdę z Tobą. Bo czasy, psia mać, się zmieniły.



Korzystając z okazji polecam teksty Autorów, którzy wzięli udział w tej dyskusji:
Andy Lighter: Przegrane pokolenie i „Czasy się zmieniły”
Romskey: Ile powinien oczekiwać Polak


4 komentarze:

  1. W zupełności się z Tobą zgadzam. Wy macie nawet gorzej niż my. Bo Wy od razu zaczęliście od tego spsienia stosunków pracy, od wyzysku, który opanowuje rynek pracy. łatwo jest powiedzieć, że narzekamy, że nic nam się nie chce i jesteśmy roszczeniowi. Tylko ci co to mówią pewnie nigdy nie pracowali latami na czarno albo na zleceniu za pensję, której połowę pochłania wynajęcie kawalerki. W ten sposób w wieku lat 60 my nadal będziemy w tym miejscu co dziś. A potem przejdziemy na głodowe emerytury, z których właśnie nota bene jesteśmy ograbiani.
    pozdrawiam :-)
    b24

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno ocenić, które miało gorzej - na pewno słusznie u Romskeya ktoś zauważył, że każde żyje w innych, charakterystycznych dla danych lat realiach. Ale nie zgadzam się z tym, że realia takie należy łykać bez zastanowienia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy priorytety i trendy w danych latach ulegają takiemu wypaczeniu i zamiast spodziewanych korzyści niosą skrajną ich dewaluację.
    Niemniej - bardzo słusznie spisany tekst Bartqu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny pseudofilozoficzny bełkot pod tytułem lepiej być czy mieć. Tekst nic nowego nie wnosi

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedyne co mi przychodzi do głowy w tej sytuacji to:


    Terry Jones: Ale, były to szczęśliwe dni. Chociaż biedne.

    Michael Palin: Bo byliśmy biedni!

    Terry Jones: Prawda!

    Michael Palin: Mój ojciec mawiał: "Synu - pieniądze szczęścia nie dają".

    Eric Idle Miał rację!

    Michael Palin: Racja!

    Eric Idle: Byłem bardziej szczęśliwy nie mając niczego. Żyliśmy w
    malusieńkim, starym, przewracającym się domu z wielką dziurą w dachu.

    Graham Chapman: Dom! Byłeś szczęściarzem, że miałeś dom. My żyliśmy w
    jednym pokoju. Było nas 26 osób. Bez mebli, brakowało połowy podłogi. Tłoczyliśmy się w jednym rogu ze strachu, aby nie spaść.

    Terry Jones: Mieliście szczęście - własny pokój. My musieliśmy
    mieszkać na korytarzu!

    Michael Palin: Ach. My mogliśmy tylko marzyć o życiu na korytarzu. To
    byłby dla nas pałac. Musieliśmy mieszkać w starym zbiorniku na kupie gratów. Każdego ranka musiałem wstawać aby zdobyć kawałek cuchnącej ryby. Jeden dla nas wszystkich. A własny dom...? Ech!

    Eric Idle: Cóż, gdy ja mówiłem dom miałem na myśli dziurę w ziemi
    przykrytą kawałkiem płótna. Ale dla nas to był dom.

    Graham Chapman: Nas wypędzili z nory w ziemi. Musieliśmy się wynieść
    i żyć w jeziorze.

    Terry Jones: Mieliście szczęście, że to było jezioro. 150 z nas żyło na środku ulicy - w pudełku na po butach.

    Michael Palin: W kartonowym?

    Terry Jones: Tak!

    Michael Palin: Szczęściarze! My przez 3 miesiące musieliśmy mieszkać w zwiniętej gazecie. Musiałem codziennie wstawać o 6 rano, czyścić
    gazetę, a potem iść do fabryki. 14 godzin dziennie. Tydzień za tygodniem. Za 6 pensów tygodniowo. A kiedy wracałem do domu nasz ojciec lał nas rzemieniem przed snem.

    Graham Chapman: To luksus! My wychodziliśmy z jeziora codziennie o 3 nad ranem. Sprzątaliśmy jezioro, zjadaliśmy garść robaków, pracowaliśmy 20 godzin dziennie w fabryce za 2 pensy miesięcznie. Przychodziliśmy do domu,a ojciec bił nas po głowach potłuczoną butelką, gdy byliśmy szczęśliwi.

    Terry Jones: Cóż, oczywiście byliście twardzi. My wstawaliśmy z naszego pudła po butach w środku nocy lizaliśmy ulicę do czysta. Jedliśmy połowę garści zmarzniętych robaków, pracowaliśmy w kopalni 24 godziny dziennie za 4 pensy na 6 lat. A kiedy przychodziliśmy do domu, nasz tato kroił nas na kawałki nożem do chleba.

    Eric Idle: Ja musiałem się zrywać do roboty o 10 wieczorem - półtorej
    godziny przed położeniem się spać. Jadłem kawałek trucizny, pracowałem 29 godzin na dobę w kopalni, płaciłem właścicielowi kopalni za pozwolenie przychodzenia do pracy, a gdy przychodziliśmy do domu, nasz ojciec zabijał nas i tańczył na naszych trupach śpiewając Alleluja.

    Michael Palin: Tak, tak. I pomyśleć, że gdybyśmy to dziś chcieli
    opowiedzieć młodym ludziom, to nikt by nam nie chciał uwierzyć.

    All: Nie, nie uwierzyliby.

    OdpowiedzUsuń